Firma Cohnów założona została w Bielawie w 1873 roku. Trzy lata później jej założyciele, bracia Arnold i Hermann Cohn, przenieśli siedzibę do Dzierżoniowa, gdzie na przedmieściu świdnickim założyli pierwszą tkalnię mechaniczną. Została wybudowana według projektu Ewalda Böttgera w latach 1889 – 1890. Mieszczący 250 krosien budynek został oddany do użytku 5. kwietnia 1890 roku. W jej bezpośrednim sąsiedztwie znalazły się również dwie wille jej właścicieli (obecna izba regionalna i była restauracja "Centralna"). W czasie II Wojny Światowej w częśći (lub całej) zakładu uruchomiono produkcję na potrzeby armii. Prawdopodobnie była to elektroniczna firma ‘Telefunken’. W roku 1945 w obiektach przy ul. Świdnickiej 38 uruchomiono Państwową Wytwórnię Lamp Radiowych. Na początku lat piećdziesiątych XX w. PWLR została przeniesiona do Warszawy. Opuszczone obiekty zajęła rozwijająca się ‘Diora’, która do tej pory mieściła się w obiektach na Szkolnej (Rosennbergów) nr 3.
We wrześniu 2006r sąd gospodarczy wykreślił DIORA SA z rejestru podmiotów gospodarczych, a tym samym przedsiębiorstwo to przeszło ostatecznie do historii.
W latach 1876–1889 bracia Cohn posiadali poza fabryką włókienniczą sklep, w którym sprzedawali swoje wyroby. Aby zapewnić sobie dalszy rozwój firmy, zakupili działkę przy Schweidnitzerstrasse (dziś ul. Świdnickiej) (na której w latach 1889-90 wybudowali zakład tkacki, planowany przez Ewalda Böttgera, który został oddany do użytku w kwietniu 1890 r.). Bracia kontynuowali inwestowanie i rozbudowy zakładu poprzez zwiększenie liczby krosien mechanicznych, które z czasem były w stanie przeprowadzić wszystkie etapy produkcji - przędzenia, tkania, barwienia, bielenia i wykańczania, co wpłynęło na obniżenie kosztów produkcji i uniezależnienie się od innych zakładów. Zakupiono również dodatkowe grunty przy Frankensteinerstrasse (dziś ul. Ząbkowicka) w celu założenia nowej tkalni.
Zmechanizowana fabryka i jej skoncentrowane fazy produkcyjne oraz niskie płace przyczyniły się do jej rentowności, ale jednocześnie wywołały niepokoje społeczne i serię ulicznych demonstracji domagających się poprawy warunków pracy i płac. Takie demonstracje odbywały się w Reichenbach, a także w całym kraju i były wynikiem ciągłego fermentu, jaki zaczął mieć miejsce w klasie robotniczej. Właściciele fabryki podjęli kroki w celu rozładowania napięć i mówiono, że bracia Cohn zorganizowali kilka browarniczych festiwali dla swoich pracowników. Jednak przy braku znaczącej poprawy w trudnych warunkach pracy i nadmiernym obciążeniu pracą, które spowodowały zdarzenia zagrażające życiu i zdrowiu, niepokój pracowników trwał.
W tym miejscu należy zaznaczyć, że latem 1899 roku firma braci Cohn była jednym z głównych inwestorów w budowie spółki kolejowej „Eulengebirgebahn”, która połączyła lokalny przemysł tekstylny z rynkami w południowej części pasma górskiego. miasta (niem. Eulengebirgein i niem. Góry Sowie) i przekształciły miasto w regionalny ośrodek turystyczny.
Arnold i Hermann Cohn przygotowali swoje dzieci do zastąpienia ich we właściwym czasie i wysłali je do studiowania zawodów tekstylnych. W 1897 roku do firmy dołączył Bruno, syn Hermanna, a rok później Georg, syn Arnolda. Starsi i ich potomkowie przez kilka lat byli współwłaścicielami firm rodzinnych. Ciągła mechanizacja i właściwe zarządzanie przyniosły dobre wyniki. Wybuch I wojny światowej zahamował rozwój, a biznes został osłabiony, jak to miało miejsce w przypadku wielu podobnych firm w regionie i na terenie Niemiec.
Synowie, podobnie jak wielu robotników, na początku wojny zostali powołani do wojska, a kierownictwo fabryki wróciło do Arnolda z powodu choroby jego brata Hermanna. W przededniu wojny fabryka zatrudniała 510 pracowników, a rok później liczba ta spadła do 450, w tym 122 osób. W tym samym roku zmniejszono zamówienia na sprzęt wojskowy, zakazano produkcji na rynek komercyjny, a państwo znacjonalizowało przemysł bawełniany. Sytuacja nie poprawiła się od razu po wojnie ze względu na wysoką inflację i utratę rynków w Polsce i zachodnich częściach Niemiec. Był to okres spadku produkcji i zwolnień, co niewątpliwie wpłynęło na sytuację ekonomiczną mieszkańców miasta i okolic.
Hermann Cohn zmarł w 1920 roku, a rok później jego brat Arnold. Synowie byli teraz właścicielami i kierownikami firmy. Mimo wielu trudności udało im się z powodzeniem poruszać się po ich drodze i pod koniec lat dwudziestych XX wieku rozwinęli linie produkcyjne modnych ubrań i tkanin na zasłony, które były bardzo popularne na rynku. W 1928 roku kupili udziały większościowe innej firmy tekstylnej i utworzyli z nią spółkę. Dzieci kuzynów Bruno i Georga dołączyły do firmy, kończąc w ten sposób serię trzech pokoleń zarządzających fabrykami braci Cohn.
Niemcy zostały uwikłane w światowy kryzys gospodarczy w 1929 r., który spowodował, że zakłady cierpiały z powodu powtarzających się trudności, które były problematyczne przez lata eksploatacji. We wrześniu 1932 r. W kilku zakładach w rejonie Reichenbach wybuchły strajki, w których wzięło udział 150 pracowników zakładów Cohna, protestując przeciwko wydłużeniu tygodniowego czasu pracy z 32 do 40 bez podwyżek wynagrodzeń.
Wkrótce po dojściu nazistów do władzy, w styczniu 1933 r. Sytuacja gospodarcza zaczęła się poprawiać, a w Reichenbach przemysł włókienniczy zaczął odradzać się, otrzymując coraz większe zamówienia od armii niemieckiej i innych nazistowskich organów. Jednak biznesy braci Cohn nie były w stanie w pełni wykorzystać tego rozwoju ze względu na ich żydowskie pochodzenie. Wkrótce znaleźli się pod presją, która z czasem się nasilała. Pod koniec 1936 roku Georg zmienił status firmy ze spółki z ograniczoną odpowiedzialnością na spółkę komandytową i objął zarząd komisaryczny. Niewątpliwie taki kierunek działania został narzucony firmie, ponieważ teraz odpowiadał za długi i zobowiązania Spółki oraz za swój majątek osobisty, ponieważ był osobą, która prowadziła firmę i była jej wyłącznym decydentem. Pozostałymi ograniczonymi lub tak zwanymi cichymi partnerami byli Hulda i Betty Cohn, matki Brunona i Georga oraz jego siostry mieszkające w Berlinie.
Naziści nadal wywierali na Georga poważne naciski, w tym groźby wysłania do obozu koncentracyjnego, co zmusiło go ostatecznie do poddania się. W dniu 29 października 1938 roku sprzedał firmę Otto Hüeskerowi, jednemu z miejskich przedsiębiorców tekstylnych i protegowanemu nazistów. Z pewnością cena, którą zapłacił, nie odzwierciedlała rzeczywistej wartości gruntów, maszyn, surowców i gotowych produktów. Do końca 1938 r. Cohnowie byli zmuszeni sprzedać władzom miasta lub prywatnym kupcom wszystkie pozostałe posiadłości - nieruchomości, prywatną willę przy Schweidnitzerstrasse, gospodarstwo rolne, fabrykę rolną i całą ich zawartość. Naziści znaleźli również i skonfiskowali wysokowartościowe papiery wartościowe, w tym akcje ostatniej nabytej firmy. Georgowi i żonie Selmie oraz innym członkom rodziny pozwolono opuścić miasto i wyemigrować do Anglii, Brazylii, Kanady i Stanów Zjednoczonych.
co zrobili hitlerowcy ??
Wszystkie zakłady w mieście były podporządkowane działaniom wojennym nazistowskich bandziorów / zbrodniarzy.
Wytwarzano wyroby dla armii 'hitlera', a także kontynuowano produkcję oryginalnych wyrobów. Więźniowie żydowscy byli zatrudnieni przy przekształcaniu dawnej fabryki braci Cohn przy Schweidnitzerstrasse w fabrykę "Telefunken", która produkowała wojskowe urządzenia radiowe, a tkalnia przy Schulstrasse została przebudowana na produkcję urządzeń radiowych dla marynarki wojennej i armat. Był to zakład o nazwie "Hagenuk", który po wojnie stał się polską firmą "Diora". Przędzalnię przy Langenbielauerstasse (ul. Batalionów Chłopskich) zajmowała firma „Bosch” produkująca sprzęt dla lotnictwa, a pierwotna tkalnia została przebudowana na potrzeby przemysłu lotniczego.
A po wojnie, już w komunistycznym 'prl' była 'diora' czyli słowo 'radio' mówione szybko i często jak w dziecinnej zabawie. Cała ta 'diora' to inna i mocno nieudana historia.
Słów kilka na ten temat.
Mieli tu niby własne naszpanowane technikum radiowe i takie tam - niby wielką fabrykę ale efekt końcowy wyszedł opłakany czyli bankructwo i ruina !! Z tym co umieli (chyba zbyt mało) nie utrzymali się na rynku nawet krajowym, że o zagranicznym nie wspomnę. Tacy to byli fachowcy ale szpanerka była - oj była jak diabli - pamiętam z młodości. Kiedy zabrakło osłony komuchów rynek szybko zweryfikował ich real wartość, fachowość i co tam jeszcze. W Dzierżoniowie upadło wszystko co kiedyś stanowiło o jego potędze czyli dziedzictwo po niemieckich i żydowskich fabrykantach, kapitalistach - ludziach którzy zbudowali Reichenbach i jego przemysł.
Teraz miasto jest inne i nawet jakoś sobie radzi. To dobrze bo jak widać z historii na cudzym nie da się zbyt daleko ślizgać. Samemu trzeba tworzyć, inwestować i czuwać nad tym bo odziedziczone po budowniczych Reichenbach bogactwo poddane jedynie tępej eksploatacji doprowadziło do niemal zagłady Dzierżoniowa.
z moich dziecinnych i młodzieńczych lat ...
dwie moje najnowsze książki napisane w 2024 roku -książki o moim ponad
1.) https://slazak-gorlol-wulec-krojcok-werbus.blogspot.com/
2.) https://januszek-dzierzoniow-reichenbach.blogspot.com
!!
... kliknij w foto aby powiększyć ...
What you see on the screen now is just an introduction to the blog, and its entire content consists of active links with texts and photos in the MENU on the right _____________________________________________________________ To co widzisz teraz na ekranie to tylko wstęp / introdukcja do bloga, a jego całą treść stanowią aktywne linki z tekstami i zdjęciami w MENU po prawej stronie J Read also - MY BLOGS / (over 70) --- MOJE BLOGI (ponad 70) |























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz